"Nigdy nie jest z późno ...". Kilka lat temu pani Karolina Witek – właścicielka Centrum Witek powzięła decyzję o stworzeniu pamiętnika,
w którym zawarta została historia jej życia, rodziny Witków oraz rodzinnej firmy. Jak sama wskazuje, pchnęła ją ku temu refleksja nad
nietrwałością ludzkich wspomnień. Decyzja o spisaniu wspomnień nie była równoznaczna z publikacją powstającego pamiętnika. Dopiero z
czasem pojawiła się myśl – rozbudzona pozytywnymi opiniami pierwszych czytelników rękopisu – o wydaniu książki drukiem.
Zachęcamy do jej lektury wierząc, że w morzu autobiograficznej twórczości rodzimych celebrytów i ludzi ze społecznego świecznika,
ta skromna pozycja, niczym nie szokująca ani też nie upiększająca rzeczywistości, za to mówiąca o życiu prawdziwym, znajdzie swe grono odbiorców.
Książkę Karoliny Witek czyta się z rosnącym zainteresowaniem. Odsłania świat wciąż mało jeszcze przez codziennych zjadaczy chleba rozpoznany.
Wnikliwie przedstawia anatomię reguł życia gospodarczego. Autorka jest przy tym szczera, potrafi otwarcie pisać o sprawach bardzo nawet intymnych,
unika wszelkiej pozłotki i mitologizowania.
Mieczysław Czuma
krakauerolog
redaktor naczelny „Przekroju” (1973 – 2000)
Mieczysław Czuma – krakauerolog, redaktor naczelny „Przekroju” (1973 - 2000).
Książkę Karoliny Witek czyta się z rosnącym zainteresowaniem. Początkowe partie, w których autorka śledzi pokrewieństwa i losy swoich przodków mogą być wzorem dla tych, którzy w taki właśnie sposób utrwalić pragną pamięć o swoich antenatach. Podróż do własnych korzeni, podjęta przez osobę już dojrzałą, staje się jakby naturalną podpowiedzią, że taki rachunek sumienia w pewnym wieku powinien wykonać każdy.
Ale swoje prawdziwe oblicze ten pełen temperamentu biograficzny zapis odsłania dopiero w dalszych fragmentach. Jest to fascynujący opis drogi z niewielkiej, położonej w okolicach Biłgoraja wioski do królewskiego Krakowa. Wpojone przez rodziców reguły moralne, szacunek dla pracy i troska o otoczenie pozwoliły autorce zbudować gospodarcze i finansowe imperium. Ale nauczyły ją też dzielić się swoim bogactwem z tymi, którzy potrzebują pomocy, co więcej, wskazały jej drogę jak uszlachetnić swój dorobek poprzez wspomaganie swoimi zasobami także i instytucje nauki oraz kultury.
Ujmujące są fragmenty, w których autorka szuka u swych przodków tych cech, na których sama potem budować będzie swoją przyszłość, kiedy pisze o ich inicjatywie, przedsiębiorczości, umiejętności wyczuwania potrzeb rynkowych. Jej droga stanie się potem przykładem jakby wyjętej ze snów, zrealizowanej w prawdziwie amerykańskim stylu wielkiej kariery: bohaterka ustokrotni dobytek przekazany jej przez rodziców, stanie na samym szczycie zbudowanej przez siebie wielkiej biznesowej piramidy, będzie postacią oczekiwaną i szanowaną na najbardziej elitarnych salonach artystycznych i kulturalnych Krakowa.
Ta lektura odsłania świat wciąż mało jeszcze przez codziennych zjadaczy chleba rozpoznany. Wnikliwie przedstawia anatomię reguł życia gospodarczego. Droga do sukcesu wymaga subtelności w rozpoznawaniu potrzeb, uporu w przełamywaniu barier, konsekwencji we wdrażaniu pomysłów i często obezwładniającego ryzyka w podejmowaniu decyzji. Karolina Witek ze wszystkich tych dyscyplin zdała egzamin na piątkę. Dlatego w sposób perfekcyjny potrafiła sterować swoimi poczynaniami w historycznym okresie transformacji ustrojowej i zająć jedną z najwyższych pozycji w nowym, otaczającym nas gospodarczym krajobrazie. Dziś jest osobą całkowicie spełnioną, może cieszyć się z sukcesów osiągniętych przez dzieci i wnuki na wytyczonej przez nią samą drodze.
Karolina Witek to osoba, która nieustannie, na chłodno przeprowadzać musi nigdy nie kończący się rachunek zysków i strat. Ale to także osoba, która otwarcie przyznaje, że często kieruje się po prostu podszeptami serca, odruchami emocji i entuzjazmu. Podszyta jest romantyzmem, co pozwala jej dostrzegać horyzonty położone daleko od codziennych biznesowych obowiązków. Jest przy tym szczera, potrafi otwarcie pisać o sprawach bardzo nawet intymnych, unika wszelkiej pozłotki i mitologizowania. Prawdziwie wzruszające są akapity poświęcone pamięci męża Franciszka, wypróbowanego partnera i wspólnika razem przebytej drogi. Częste refleksje nad losem, przemijaniem, poszukiwaniem wyższych wartości, oparte są o głęboką religijność autorki. Niespożyta energia i nieustająca aktywność podpowiadają jej co dzień, że na smakowanie urody życia nigdy nie jest za późno.
Wacław Krupiński - dziennikarz, krytyk,recenzent, szef działu kultury „Dziennika Polskiego”.
„To moje życie. (...) Jestem z niego zadowolona i chyba niczego nie muszę się wstydzić” – wyznaje Karolina Witek. Złożyć taką deklarację przeżywszy 70 lat - niech mi wybaczy Autorka, ale wszak nie skrywa wieku w swej opowieści - ilu osobom dane? Ilu z jej rówieśnych, mając za sobą wydeptanych tyle nieprostych dróg, może tak powiedzieć? A może to zdanie mogłoby mieć i wersję inną: Jestem z życia zadowolona, bo chyba niczego nie muszę się wstydzić.
Naturalnie, powie ktoś, poznawszy fakty zawarte w tych zapiskach, łatwo być zadowoloną z życia, jak się przez półwiecze niemal przeżywało piękną miłość, jak się jest kobietą spełnioną rodzinnie i zawodowo, jak się osiągnęło sukces finansowy, który przełożył się na towarzyski prestiż, ludzki szacunek, i gdy można – dzięki temu - nadal wytyczać sobie dalsze cele.
Tyle że – ta opowieść dowodem – piękna miłość nie wzięła się znikąd, a ze stałej o nią dbałości, spełnienie rodzinne, choćby macierzyństwo, nie zawsze przychodziło lekko, a zawodowa i finansowa hossa było wynikiem mozolnej, nieraz ponad siły pracy, trafnych decyzji, zaradności. I cierpliwego pokonywania barier; ancien regime nie tolerował wszak kułaków, którzy nabyli 19 hektarów majątku w Modlniczce, a potem bynajmniej nie ułatwiał życia tzw. prywatnej inicjatywie. A i los zrobił swoje zsyłając pożar...
Wspomnienia Karoliny Witek to zarazem opowieść o weteranach zmagań o polski kapitalizm, pokazująca, jak można było i niegdyś - mimo wszystko i na przekór - pracować na swoim, by już w nowych realiach włączyć w rodzinny biznes kolejne pokolenie.
Właśnie opowieści z lat minionych wydają się być najwartościowsze, zwłaszcza że ukazują ów jednostkowy los rodziny na szerszym tle zmieniających się realiów - z polityką, ale i obyczajami w tle. Przywołują czas, który już bezpowrotnie odszedł jak ów skuter marki Lambretta, którym Karolina i Franciszek mknęli do pałacu ślubów, i jak niesławnej pamięci domiary, będące orężem władzy, co szermując hasłami o masach tępiła jednostkę.
Jest ta opowieść również interesująca sagą rodzinną, zanurzoną w początkach XX wieku, a zatem ukazującą życie kolejnych generacji rodziny Autorki.
Historia rodziny Witków i jej imperium w podkrakowskiej Modlniczce jakże ociepla wizerunek rodzimego biznesu; oto silna biznes woman, mająca swe wizje i konsekwentnie realizująca nowe cele, a zarazem kobieta pełna wrażliwości, czego daje dowód przywracając godny wymiar słowu filantrop. To niejako przeniesienie w obecne realia idei „Bratniaka”, jakie wyniósł studiując w jakże szczególnym początku lat 50. ukochany mąż Franciszek.
Ofiarowuje nam zatem Karolina Witek z lekka staroświecką w sposobie narracji opowieść o prekursorach wolnego rynku w Polsce; o tym, jak rodziła się po II Apokalipsie tak źle widziana przez władze prywatna inicjatywa, jak mimo wszystko przetrwała do 1989 roku, by rozkwitnąć w realiach nowej Polski. Ale przede wszystkim jest to przejmująca historia wielkiej miłości dwojga ludzi. Miłości do siebie – wpisanej tak harmonijnie w rodzinną tradycję, do świata – objeżdżanego w ramach wspólnej pasji, do innych – co zaowocowało tak szlachetną działalnością charytatywną. To wreszcie hołd Autorki dla rodziny, a zwłaszcza ukochanego, nieżyjącego już męża Franciszka, jak i dla życia w jego wszelkich przejawach, czego potwierdzeniem również działalność artystyczna w kawiarni „Caroline”.
„Sporo mam jeszcze do zrobienia. Nie lubię tracić czasu” – zapowiada w ostatnich zdaniach książki Karolina Witek. I pewnie zrobi wiele, mając wsparcie rodziny i grona sprawdzonych współpracowników. A przede wszystkim czerpiąc ze swej niezłomnej natury i afirmacji życia, która kazała (może z pomocą owego anioła stróża, o którym wspomina.,..) owdowiałej Autorce znaleźć nowego towarzysza życia.
Życia, z którego ten interesujący zapis polecam uwadze każdego - a zwłaszcza tych, którzy nad literacką fikcję przedkładają literaturę faktu.
Kazimierz Czekaj, przedsiębiorca, prezes Jurajskiej Izby Gospodarczej.
„Nigdy nie jest za późno”, to nie tylko pamiętnik i historia nietuzinkowego życia, ale opowieść i podręcznik, jak budować przedsiębiorstwo i być niezależnym. Książkę polecam nie tylko młodym i przyszłym biznesmenom, lecz także tym, którzy osiągnęli już sukces finansowy zapominając jednak o ludzkim wymiarze pracy i tym, którzy ciągle boją się rzucić wyzwanie otaczającej rzeczywistości.